« Turek.net.pl Regulamin HydeParku       
   HydePark - www.hp.turek.net.pl
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Aktualnosci Turek
Aktualnosci
Pogoda Turek
Pogoda
Praca Turek
Praca
 FAQFAQ   CzatCzat   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Opowieść o pewnym kotku...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum hydepark Strona Główna -> Humor :P
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Fokus
Ciężki przypadek
Ciężki przypadek


Dołączył: 14 Paź 2004
Posty: 968
Skąd: Turek

PostWysłany: Pią Lis 27, 2009 18:12    Temat postu: Opowieść o pewnym kotku... Odpowiedz z cytatem

Z góry mowie historia nie moja lecz przeczytać zachęcam

Posiadam.

Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocie.

Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem.

Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki- nie nastręcza mi to wiele problemów.

Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć.

Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść- taka technologia po prostu.

Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał- a wtedy wiadomo- wąż.

Dobrze więc- uporządkuję- żona- delegacja, ja praca- wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem- ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni- więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja ********ę. Nie ni ch... to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k...a za duży- żeby przejść tym syfonem.

Ale słyszę tylko pizdut- oż k...a no to nie mogło mi się zdawać- coś ciężkiego poszło w pion. k...a wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot k...a popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek. Lecę k...a na dół do piwnicy- choć może powinienem od razu do schroniska- zanim wróci moja żona- nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni może się nie połapie.

Ale ch... – najpierw do piwnicy- zbiegam po schodach, słucham coś drapie w rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest k...a, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie- to ch... przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch... trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici kici. Ni ch..., nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten k...a głąb zamiast przyjść do mnie to k...a chce iść tam skąd przyszedł czyli do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół.

No ******ło i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- i ni ch...- uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda- fight fire with fire- ogień zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami którymi używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla- geberit i woda w dół- bombs gone. I bieg do piwnicy.

Po drodze słyszę jak się przewala po rurach- podziałało.

Wbiegam do piwnicy i k...a koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w ch... i kota też nie słychać już.

Ja ********ę. k...a gdzie ta rura teraz idzie- coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów- może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka- mam nadzieję, że to od mojego domu.

Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery- najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na ulicy- mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny- poszło aż zakurzyło.

Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie.

Smród jak cholera ale złażę tam- ciemno jak w *****, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. k...a mam w aucie, ch... ale może starczy.

Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije- przywykłem po chwili. Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja ********ę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi a na dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś wpizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tą otwartą studzienkę nie ********ł bo na ulicy ciemno.

Sąsiad k...a- ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz ch... złamany stoi i się dopytuje.

Co mam mu k...a powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację?

Idźżesz w ch... pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach- a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.

Wracając do kota- bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe- więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie.

k...a drugi sąsiad przyszedł- po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa- k...a ludzie to są barany.

Idę do domu, obie wanny pełne, ognia- spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch... to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego skurwiela dalej nie wylało z kąpielą.

k...a mać- urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki- w ch...- jak się to gdzieś przytka to będę miał ******.

Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten ********** dekiel.

Wchodzę- a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja ********ę! Jak on k...a wyszedł- którędy? Ano k...a wziernikiem w piwnicy- zostawiłem otwarty. Ja k...a stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebie. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. k...a mać. Przynajmniej kuleje.

Straty- ****** łazienki, w obu przelała się woda z wanien, ****** piwnica- bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do ******, brezent z reklamą firmy- poszedł w ch..., latarka- w ch..., pogrzebacz w ch....

Afera na ulicy jak ch....
lol2
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
GŁ@BU$
Digital Adv. Technikułe
Digital Adv. Technikułe


Dołączył: 31 Sie 2007
Posty: 722
Skąd: Turek

PostWysłany: Pią Lis 27, 2009 22:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Konkretna akcja Bardzo szczęśliwy Bardzo szczęśliwy Bardzo szczęśliwy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
nicpon
Szef wszystkich szefów


Dołączył: 26 Wrz 2002
Posty: 3269
Skąd: spod Poznania

PostWysłany: Sob Lis 28, 2009 14:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Typowy kot. Człowiek się męczy, stara, a sierściuch zadowolony Bardzo szczęśliwy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
BODEK
Urodził się by nawijać
Urodził się by nawijać


Dołączył: 22 Kwi 2003
Posty: 126
Skąd: z blaszawskiego

PostWysłany: Sro Sty 20, 2010 15:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo szczęśliwy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Mamrot
Advanced Technikułe
Advanced Technikułe


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 309
Skąd: Turek

PostWysłany: Sro Sty 20, 2010 15:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Max impreza Rambo
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mEwCiA
Średni pismak
Średni pismak


Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 20
Skąd: TuReK

PostWysłany: Wto Sty 26, 2010 22:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

no nie ma co historia całkiem niezła, ze śmiechu się popłakałam. to tylko świadczy o sprycie naszych czworonożnych przyjacieli.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Marian_
Maniak


Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 1809
Skąd: Turek

PostWysłany: Wto Sty 26, 2010 23:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tyle zachoda dla kota... lepiej popatrzeć w akwarium

o ile kot ryb nie wrąbał Oczko
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
bartekk2
Początkujący dyskutant
Początkujący dyskutant


Dołączył: 22 Cze 2015
Posty: 3

PostWysłany: Wto Cze 30, 2015 11:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Historia bardzo ciekawa. Poplakałem się ze śmiechu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
radekM
Pismak jakich mało
Pismak jakich mało


Dołączył: 20 Lut 2016
Posty: 34

PostWysłany: Nie Sie 07, 2016 18:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nieźle, niezła historia Bardzo szczęśliwy dobre
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
marekane
Początkujący dyskutant
Początkujący dyskutant


Dołączył: 06 Lip 2018
Posty: 11

PostWysłany: Pią Lip 06, 2018 17:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

fajne
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum hydepark Strona Główna -> Humor :P Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


HP.turek.net.pl nie ponosi odpowiedzialnosci za tresć umieszczanych opinii.
Zalogowanie i użytkowanie Forum (HydeParku) oznacza akceptację regulaminu HydePark w aktualnym brzmieniu.

  « Turek.net.pl